Ślady pod Krzyżem Południa – Misjonarki osiedlowe

with Brak komentarzy

W parafii św. Józefa z Morón działała grupa niewiast, które nazywano misjonarkami osiedlowymi. Ich posługiwanie wydawałoby się proste, gdyż miały za zadanie odwiedzać domy. Niosły ze sobą figurkę Matki Bożej lub niewielki krzyż i w ten sposób były widocznym znakiem wiary katolickiej. Każda z nich miała też różaniec.

Wielu podziwiało ich gorliwość i ducha ewangelizacyjnego, gdyż wykonywały tę misję co tydzień. Większość tych misjonarek to były osoby po sześćdziesiątce, a w tym wieku przemierzać rozbite i z dziurami chodniki miejskie nie było łatwym zadaniem. Najpierw misjonarki zbierały się na modlitwę w kościele, a potem udawały się w dwójkę. Czasem towarzyszył im jakiś młodzieniec.

Szły od domu do domu. Modliły się wspólnie z obecnymi domownikami i rozmawiały z nimi. Były sytuacje, że wspólna modlitwa odbywała się przez płot, gdyż nie wszyscy byli gotowi zaprosić je do środka. Domy na osiedlu były zwyczajnie parterowe i znajdowały się blisko ulicy np. 2 lub 3 metry od chodnika. Gdy ktoś nie odpowiadał albo, gdy budynek nie miał dzwonka sygnalizacyjnego, klaskały.

Na jedną z takich misji udała się opanowana i spokojna Sandra i pełna wiecznej radości Manolí. Tym razem dołączył się do nich młody Colín, znany z innych reportaży “Śladów pod Krzyżem Południa”.

― Niemożliwe, żeby nas nie przyjęli ― powiedziała niecierpliwie Manolí i spojrzała w kierunku okna, przyciskając mocno do piersi figurkę Matki Bożej.

― Ale, nie martwicie się zapłacą za to przed Bogiem.

— Nie mów tak — odpowiedziała Sandra ― Takie myślenie jest błędne i grzeszne, a my mamy nieść Radosną Nowinę. My przychodzimy w imię Chrystusa. Zostawmy ten dom i idźmy dalej jak nakazał Pan Jezus. I nie czekając na odpowiedź ruszyła do przodu.

― Poczekajcie, poczekajcie. Zobaczę jeszcze raz, gdyż wydaje mi się, że ktoś jest w domu ―powiedziała Manoli i przybliżyła się do płotu. To pozwoliło jej wypatrzyć trzy  ludzkie postacie w szybie okna, pomimo jaskrawego blasku i żaru słońca lejącego się z nieba.

― Mówiłam, że są. Popatrzcie, popatrzcie, tak jakby ktoś przybliżył się do nas. Spójrzcie w okno ―powiedziała i mocno zaklaskała.

Sandra popatrzyła na Colina, parsknęła śmiechem i powiedziała: ― Manolí. Nie widzisz, że to my odbijamy się w szybie okna?

― Widocznie nie jesteśmy godne by wejść do tego domu i Pan Bóg chce, żebyśmy bardziej żyły Ewangelią i w ten sposób pozostawiały „Ślady pod Krzyżem Południa” ― powiedziała Manolí.

 

Ks. Zdzisław Urbanik CSMA

Zostaw Komentarz