Ślady pod Krzyżem Południa – Baraki

with Brak komentarzy

Pewnego popołudnia 1992 roku, który swym gorącem zwiastował nadchodzące lato, udałem się do Osiedla Ibañez w Parafii św. Józefa w Morón, by odprawić Mszę św. Wszyscy mówili, że to osiedle, ale było to skupisko baraków.

Podczas tej wyprawy, jednej z pierwszych w to miejsce po objęciu funkcji proboszcza w tej parafii, przechodząc praktycznie przez to całe osiedle mijałem prowizoryczne domki w większości podobne do siebie, przyklejone jeden do drugiego i sklecone z najłatwiej dostępnych materiałów jak deski, sklejki i blachy. Wszystkie budziły pewien lęk i niepokój.

Z ulic, które prowadziły przez to osiedle, oczywiście nieutwardzonych, pełnych kamieni, śmieci, szkieł i plastików brały początek wąskie ścieżki w podobnym lub gorszym stanie. Poruszanie się po nich, jak później doświadczyłem potęgowało jeszcze bardziej niepokój.

Na każdym kroku widać, że brakuje tu wszystkiego co jest potrzebne do normalnego i godnego życia np. kanalizacji. Nisko wiszące kable telewizyjne prowadzone od domu do domu, porozwieszana bielizna na prowizorycznych ogrodzeniach z siatki drucianej, głośna muzyka ogłuszająca sąsiadów i wałęsające się psy, to tylko niektóre z charakterystycznych elementów otwierających długą listę okoliczności, które otaczały mieszkańców baraków. Warunki te stanowiły wymarzone miejsce do potyczek między bandami przestępczymi.

Tam, parafia organizowała duszpasterstwo. Tamtędy chodziłem przez 12 lat błogosławiąc mieszkańców i ich baraki i zaopatrując chorych. Tam pani Anielka, organizowała katechezę, cosobotnią mszę św. i jadalnię publiczną ze śniadaniami i obiadami dla dzieci i osób starszych.

Tam pewnego razu gdy szedłem do kaplicy odprawić mszę św. zatrzymał mnie pewien młodzieniec, który chciał porozmawiać, a że był odurzony kazałem mu przyjść innym razem. Pewnego dnia zjawił się. Miał na imię Alan. Spodobał mu się krzyż, który miałem na biurku. Był to skromny krzyż, który przed wyjazdem na misję wręczono mi w Niepokalanowie w 1983 roku podczas wizyty Papieża Jana Pawła II. Ponieważ spodobał mu się i chciał go mieć, dałem mu go, ale pod warunkiem, że będzie codziennie się modlił do niego. Po tym spotkaniu zauważyłem go kilka razy podczas mszy.

Ale pewnego dnia przyszło trzech mężczyzn do parafii, byli to policjanci, którzy oznajmili mi, że znaleziono go martwego z 9 kulami w ciele. Poszedłem do jego domu. W pokoju na ścianie wisiał mój krzyż misyjny, przed którym modlił się Alan i który, jak wierzę, zabrał ze sobą moją tajemnicę krzyża. Pocieszyłem ojca i matkę, a krzyż zostawiłem im na znak mojej pamięci i jako mój misyjny „Ślad pod Krzyżem Południa” w ich rodzinie.

 

Ks. Zdzisław Urbanik CSMA

Zostaw Komentarz